czwartek, 14 sierpnia 2014

Pyszny rosół domowy

      Upały upałami, ale może się ochłodzić i zamarzy nam się coś gorącego i pożywnego tak jak rosół czy bulion (z większej ilości mięsa czyli bardziej intensywny). Poza tym, że rosół to bardzo dobra rzecz to po jego ugotowaniu mamy gotowane jarzyny na domową sałatkę jarzynową i mięso na nadzienie do pierogów, do krokietów  albo na nadzienie  kruchych pasztecików. Jedyną przeszkodą może być to, że mamy w rodzinie wegetarian, którzy mięsa nie jadają ale wtedy można je ofiarować zaprzyjaźnionym sąsiadom. A więc do dzieła !

Rosół domowy

Składniki:
1/2 - 1 kg lub więcej mięsa
porcja włoszczyzny
1-2 średnie cebule
2 ząbki czosnku
kilka liści laurowych
 10 ziaren ziela angielskiego
10-15 ziaren czarnego pieprzu
2-3 suszone grzyby
sól do smaku

UWAGA: Mięso na dobry rosół powinno być mieszane. Im więcej gatunków mięsa tym lepiej. Można też dodać kawałek kurczaka. Jeżeli gotujemy rosół z kurczaka możemy dodać  kawałek mięsa wołowego ponieważ rosół z samego kurczaka jest, moim zdaniem, raczej mdły.

Wykonanie:

Dobrze opłukane mięso zalać wodą aż je pokryje, posolić, zagotować na niewielkim ogniu, odszumować (zebrać z powierzchni pianę jaka się pojawi podczas gotowania mięsa). Następnie wrzucić ziele, pieprz, liście laurowe, obrane ząbki czosnku, ewentualnie suszone grzyby, obrane warzywa i cebulę z łuską. Przed wrzuceniem do garnka po plasterku marchwi, pietruszki, selera i przekrajaną na pół cebulę dobrze przypalić na gazie aż do uzyskania czarnego koloru. Odrobina węgla nikomu nie zaszkodzi a przypalone warzywa i cebula pozwalają uzyskać lepszy smak rosołu i ładniejszy kolor (taki rosół jest bardziej złocisto miodowy i nie jest mdły). Warzywa ugotowane w rosole świetnie można wykorzystać do sałatki "na winie" a mięso zjeść jako "sztukę mięsa", najlepiej w sosie chrzanowym albo, zmielone,  wykorzystać na farsz do naleśników, pierogów czy kruchych pasztecików.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Najwyższa pora na paprykę, ogórki, pomidory i buraki

     Wiem doskonale że teraz w sklepach jest mnóstwo bardzo dobrych przetworów przez okrągły rok, ale nie ma to jak własne, domowe, własnoręcznie zrobione... Sałatka z buraków, na które przepis podaję jest pyszna, można ją jeść na zimno lub na gorąco zależnie od potrzeby. Napracować się trochę trzeba, to prawda, ale potem już tylko otwieramy słoik i możemy się pochwalić, że ta pyszna zawartość słoika wyszła spod naszych rąk :) SMACZNEGO 

Buraczki Czesi 

Składniki: 
4 kg buraków
 (najlepiej "długich" bo są delikatne i słodsze niż inne)
1/2 kg cebuli (zwykłej)
1/2 kg czerwonej papryki

"Zalewa" do buraków
1 szklanka cukru
1 szklanka wody
1/2 szklanki octu 10%
1 szklanka oliwy (oleju)
1 łyżka stołowa soli

Wykonanie:

Ja zwykle biorę na tę porcję 5 kg buraków ponieważ po ugotowaniu i obraniu ze skóry traci się mniej więcej 1 kilogram. Buraki myjemy i gotujemy bez obierania. Sprawdzamy patykiem do ciasta czy są miękkie. Następnie studzimy je i obieramy. W "międzyczasie" drobno pokrajaną paprykę i cebulę dusimy na oleju aż się zrobi szklista. Do dużego naczynia (garnka ) wlewamy wszystkie składniki "zalewy", zagotowujemy ją, dorzucamy starte buraki i chwilę dusimy razem, stale mieszając (buraki łatwo się przypalają). Wkładamy wrzącą potrawę do słoików i zamykamy je szczelnie. Ustawiamy do góry nogami i przykrywamy ścierką, słoiki stygnąc zamykają się. 

Ketchup babci Luki

Składniki:
3 kg dojrzałych pomidorów
2 duże cebule
1 duże kwaśne jabłko
1 łyżka oleju
1 łyżka stołowa soli
1 szklanka cukru
1 łyżeczka (od herbaty) pieprzu
1 łyżeczka mielonego imbiru
1 i 1/2 łyżeczki słodkiej papryki
1 łyżeczka (od kawy) mielonego ziela
1/4 lub 1/3 szklanki octu (2 łyżki octu 10% reszta octu od śliwek w occie)

Wykonanie:
Pomidory, cebulę jabłka dusić następnie przetrzeć przez sito (lub "przecierak" do warzyw i owoców). Dodać sól, olej i porządnie zagęścić. Należy często mieszać żeby ketchup się nie przypalił. Po zagęszczeniu dodać cukier i resztę przypraw, zagotować (mieszając) żeby cukier się rozpuścił i na gorąco wlewać do małych słoików lub butelek po sosach, dobrze przedtem umytych i wyparzonych. Szczelnie zakręcać.

Przecier z kiszonych ogórków na zupę

Składniki:
1 kg ogórków
3-4 ząbki czosnku (lub więcej)
1 - 3 baldachy kopru lub pęczek koperku
1 stołowa łyżka soli

Wykonanie:
Na przecier dobre są raczej większe i grubsze ogórki. Umyte ogórki ucieramy razem ze skórą na grubej tarce. dodajemy sól i pokrajany koper lub zielony koperek (lepiej bo kawałkiem pokrajanego baldachu można się udławić. Dlatego należy go wyławiać ze słoika  przed wlaniem przecieru do zupy. Mieszamy wszystkie składniki i pozostawiamy je na 24 godziny. Następnie wkładamy ogórki do słoików uważając, aby pozostawić 1i 1/2 cm od góry słoika wolnego miejsca (ogórki podczas procesu kiszenia mogą "wykipieć" ze słoika). 

Marynowana papryka

Składniki:
dowolna ilość papryki, najlepiej pomidorowej
ocet
woda
sól
cukier
olej
przyprawy: ziele angielskie, liście laurowe, pierz ziarnisty
Zalewa:
1 szklanka octu 10%
4 szklanki wody
1 czubata łyżeczka soli
1 szklanka cukru
przyprawy

Wykonanie:
Dokładnie umytą, pozbawioną gniazd nasiennych i pokrajaną w paski paprykę układamy w słoikach i zalewamy gorącą zalewą. Na wierzch do każdego słoika wlewamy małą łyżeczkę oleju. Zakręcamy słoiki, czekamy aż trochę ostygną,  wstawiamy je do garnków z zimną wodą i pasteryzujemy. Paprykę należy pasteryzować 7-15 minut od chwili zagotowania. czas pasteryzowania zależy od wielkości słoików i grubości papryki  (im grubsza papryka i im większy słoik tym dłużej się go pasteryzuje).

UWAGA: Można marynować paprykę różnokolorową. Taka różnokolorowa papryka pięknie wygląda kiedy postawimy ją wśród innych potraw na świątecznym stole.

Ogórki konserwowe

Do ogórków konserwowych używam tej samej "zalewy" jak do papryki czyli :

1 szklanka octu 10%
4 szklanki wody
1 czubata łyżeczka soli
1 szklanka cukru
przyprawy

Mimo stosunkowo niewielkiej ilości octu trzymają się przez cała zimę znakomicie (chyba, że nie zdążą doczekać bo zostaną zjedzone)

Papryka opiekana

Składniki:
Papryka, najlepiej podłużna (szpiczasta), zalewa octowa jak do papryki marynowanej.
Taką paprykę (tak zwana "peczena paprika") robią wszystkie gospodynie domowe w Serbii, a ponieważ jestem slawistką więc oczywiście wprowadziłam do mojego domowego menu także  różne serbskie potrawy.

Zalewa:
1 szklanka octu 10%
4 szklanki wody
1 czubata łyżeczka soli
1 szklanka cukru
duża ilość świeżego czosnku

Wykonanie:
Dokładnie umytą paprykę w całości (bez usuwania gniazd nasiennych) układamy na blasze i wkładamy do piekarnika. Przypiekamy ją z każdej strony aż skórka sczernieje (przypali się). Trzymając za ogonki obieramy każdy owoc papryki z przypalonej skórki . Całe papryki układamy w słoikach, zalewamy przygotowaną uprzednio zalewą dodając do niej sporo posiekanego świeżego czosnku. Na wierzch do każdego słoika wlewamy małą łyżeczkę oleju. Zakręcamy słoiki, czekamy aż trochę ostygną,  wstawiamy je do garnków z zimną wodą i pasteryzujemy. Paprykę należy pasteryzować 7-15 minut od chwili zagotowania.

UWAGA:
1)Jeżeli opieczemy i obierzemy ze skórki większą ilość papryki nie musimy jej całej zamykać w słoikach. część opieczonej i obranej ze skórki papryki możemy włożyć do foliowych woreczków i zamrozić. W miarę potrzeby wyjętą z zamrażalnika paprykę zalewamy wrzącą zalewą. Papryka rozmrażając się "nasiąknie" zalewą i jest po krótkim czasie gotowa do spożycia.
2) Opiekaną paprykę podajemy posypaną siekanym czosnkiem. Jest znakomita jako zakąska.

środa, 6 sierpnia 2014

Zapraszam

Serdecznie zapraszam do moich  dwóch pozostałych blogów  www.tokrosiapka22.blogspot.com ,o życiu , zajrzyjcie też na strony do tego bloga  oraz do bloga z bajkami , jeśli Wy lub Wasi znajomi macie  dzieci www.2kocice8lap.blogspot.com . Miłego czytania.

sobota, 2 sierpnia 2014

Zupy owocowe na największe upały

     Upały trwają nadal, nikomu nic się nie chce jeść poza mineralną wodą (tak, tak "jemy"a właściwie "pożeramy" całymi litrami mineralną wodę i inne "mokre" napoje),  schłodzonymi sałatkami owocowymi ewentualnie niektórymi letnimi zupami.  Zupy owocowe, podobnie jak botwina, chłodnik, gazpacho czy zsiadłe mleko z ziemniakami, są znakomite na upały, kiedy nikomu nie chcę się nic jeść. Podaję więc kilka przepisów na zupy owocowe. Takie zupy jadało się w lecie w moim domu. Są pyszne i jeżeli ktoś takie zupy lubi to przecież nigdzie nie jest powiedziane, że nie można takich zup jadać w zimie. Jedyną przeszkodą jest dostęp do świeżych owoców (poza jabłkami) ale można też korzystać z mrożonek. Naprawdę gorąco (choć są zimne) je polecam!!!!!

Zupa jabłeczna
Składniki:
Jabłka, woda, cukier, cynamon, ewentualnie śmietana lub kefir do zabielenia zupy.
Wykonanie:
     Dowolna ilość owoców, zresztą to zależy na ile osób robimy zupę. Na przykład  na 2 osoby ½ kg jabłek i szklanka wody. Im więc ej owoców i im mniej wody tym lepiej, bo zupa musi być esencjonalna. Umyć i pokrajać jabłka na ćwiartki. Można wykrajać gniazda nasienne ale niekoniecznie. Nie obierać. Wrzucić do garnka, zalać wodą i dusić do miękkości.  Nie muszę chyba dodawać, że owoce przed gotowaniem należy bardzo starannie umyć. Przetrzeć przez sito albo zmiksować i przecedzić przez sito. Dodać cukier i odrobinę cynamonu dla zapachu ale z cynamonem nie należy przesadzać. Jeżeli zupa będzie za gęsta dolać przegotowanej wody, jeżeli zbyt wodnista dodać trochę mąki kartoflanej rozpuszczonej w zimnej wodzie (tak jak do kisielu) i zagotować. Można zupę „zabielić” odrobiną śmietany albo jogurtem naturalnym. Nie jest to jednak konieczne.

Zupa wiśniowa (czereśniowa)
Wykonanie:
     Postępujemy jak w przypadku zupy jabłecznej. Owoce jednak przed gotowanie drylujemy. Do gotowania wrzucamy kawałek laski wanilii. Po ugotowaniu słodzimy, możemy dodać szczyptę cynamonu, zagęszczamy odrobiną  mąki kartoflanej rozpuszczonej w zimnej wodzie (tak jak do kisielu) i zagotować. Można zupę „zabielić” odrobiną śmietany albo jogurtem naturalnym. Nie jest to jednak konieczne.

Zupa truskawkowa
Wykonanie:
     Truskawki są owocem bardzo delikatnym i nie wymagają długiego gotowania. Wprost przeciwnie. Podczas długiego gotowania tracą kolor i zamiast czerwonych czy różowych robią się szaro-bure i nieapetyczne. Dlatego też w przypadku zupy truskawkowej skracam cykl gotowania do minimum. Najpierw miksuję świeże owoce. Następnie gotuje wodę, słodzę ją i zagęszczam skrobią ziemniaczaną (czyli mąką kartoflaną), a na samym końcu wlewam zmiksowane owoce i gotuję tylko kilka minut, żeby zupa nie straciła koloru.

Zupa jagodowa
Wykonanie:
     W ostatnich latach unikam jagód ze względu ma chorobę przenoszoną w moczu lisów, a właściwie pasożyta, podobnego do tasiemca, którego jednak trudniej się pozbyć z organizmu. Kiedy robiłam zupę jagodową, postępowałam tak,  jak w przypadku zupy wiśniowej.

UWAGA I:
     Zupy owocowe jadamy na zimno (przecież maja chłodzić nie rozgrzewać). Podajemy je z kluskami, grzankami lub groszkiem ptysiowym , ewentualnie z ryżem.

UWAGA II:
     Zupy owocowe zagęszczamy skrobią ziemniaczaną (mąką kartoflaną), możemy do nich dodać odrobinę cynamonu (należy przy tym uważać, żeby nie przesadzić z cynamonem, bo podobnie jak kompot taka zupa będzie niejadalna). Możemy też każdą zupę owocową zabielić śmietaną lub jogurtem naturalnym.

UWAGA III:
     W sezonie, kiedy na rynku jest wysyp truskawek i kupuje się zazwyczaj od razu całą łubiankę ciężko jest je wszystkie zjeść od razu. Wobec tego pozostałe truskawki miksuję na pulpę, wkładam w mniejszych lub większych pojemnikach do zamrażarki i w zimie wykorzystuję ją na zupę, kisiel lub po prostu surowymi, zmiksowanymi truskawkami polewam desery lub ciasto.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Na upały nie ma to jak dobry chłodnik

     Upały  nadeszły, a ja ledwo żyję,chociaż uwielbiam ciepło. Nie, nie narzekam na upał. Postanowiłam to sobie pewnej bardzo mroźnej zimy  .WIĘC TERAZ NIE NARZEKAM. Niestety czuję się winna, bo zaniedbałam nieco czytelników mojego bloga ale już się poprawiam i podaję przepis na dwa rodzaje chłodnika. Oba pyszne. W następnym poście, już wkrótce, podam przepisy na inne zimne pyszne zupy owocowe.

Chłodnik tradycyjny
 Składniki:
½ litra wody,
1-2 kostki rosołowe
(najlepiej z kury, drobiu albo warzywna)
2 pęczki młodej botwinki
2-3 średniej wielkości buraki
Sól, pieprz, kwasek cytrynowy, cukier

Wykonanie:
     Dobrze opłukaną botwinę bo bywa zapiaszczona , drobno posiekać, buraki zetrzeć na grubej tarce  i wrzucić do wody z rozpuszczonym bulionem. Gotować do miękkości . Przyprawić do smaku. Kiedy ugotowana botwina ostygnie wlać do wyboru: drugie tyle lub więcej kefiru, jogurtu, zsiadłego mleka, można też dodać śmietany.  Do chłodnika należy wrzucić sporą ilość posiekanego koperku. Pokrajane drobno zielone ogórki, rzodkiewki, drobno posiekany szczypiorek. Podajemy z jajkiem na twardo.

Chłodnik ze świeżych pomidorów
(hiszpańskie gazpacho)
Składniki:
1 kg dojrzałych, świeżych  pomidorów
1 zielona papryka
1 czerwona papryka
1 świeży ogórek
2-3 średnie cebule
Kilka ząbków czosnku (według uznania)
1-2 bułki kajzerki obrane ze skóry
¼ szklanki oliwy (lub dobrego oleju)
1-2 łyżki octu winnego
Sól, pieprz do smaku

Wykonanie:

     W upalne letnie dni, na zmianę z chłodnikiem i zupami owocowymi możemy podawać chłodnik ze świeżych pomidorów, czyli gazpacho. Wszystkie wyżej wymienione składniki (razem z kajzerkami, które służą do zagęszczenia zupy)  dokładnie miksujemy i przecieramy przez sito. Następnie wlewamy do słoików, zakręcamy i wstawiamy do lodówki. Zupę można przechowywać w lodówce przez kilka dni (konserwują ją sól, oliwa i czosnek) bez obawy że się zepsuje. Podajemy tylko z grzankami albo z grzankami i dowolnie dobranymi pokrajanymi w kostkę surowymi owocami i warzywami (ogórki, marchewka, kalafior, gruszki, jabłka). Kompozycja zależy od naszej wyobraźni i gustów żywieniowych.


wtorek, 15 lipca 2014

"Pytanie na śniadanie"

     W najbliższą sobotę (19 lipca) jestem zaproszona z Redaktorem Rafałem Betlejewskim z Radia dla Ciebie, który prowadzi program o emerytach ( przedstawia go w blogu www.pokolenie1600.blogspot.com) do TVP program 2. Audycja "Pytanie na śniadanie" trwa od 8:00 do 10:30 (nas zaproszono na 8:30). Kto chce i może niech ogląda  :)

niedziela, 13 lipca 2014

Jak ułatwić sobie życie prowadząc dom i pracując zawodowo żeby nie zaharować się na śmierć (rady i porady)

   Zawsze pracowałam zawodowo, do domu brałam prace zlecone, zajmowałam się wychowaniem dzieci, a jednak zawsze znajdowałam czas na robienie domowych przetworów, pieczenie ciast a nawet chleba. Wszystko to z miłości. Z miłości do najbliższych. Kiedyś po latach, we własnych rodzinach, moi synowie będą może wspominać zapach domowego ciasta i chleba czy różne domowe smakołyki mamy i babci, tak jak ja wspominam swój dom, przysmaki które robiły moja babcia, mama i ciotki. Wspominam też  rodzinne „kuchenne tradycje”.
     Teraz świat pędzi naprzód w zupełnie zwariowanym tempie, w pracy spędza się trzy czwarte doby, z domu wypada się rano, nie zawsze po śniadaniu i wpada wieczorem, często późnym. Ciągle jednak nie ma to jak talerz gorącej zupy, podgrzane w wodzie czy przysmażone na patelni domowe pierogi albo naleśniki.  Nadzienia do pierogów czy naleśników mogą być bardzo różne od tych tradycyjnych po niepowtarzalne, wymyślone na prędce, a wszystko zależy od naszej fantazji i smaku.
     Przygotowując obiady, szczególnie dla dzieci, moja babcia kierowała się pewną zasadą : posiłek musi być nie tylko smaczny, ale kolorowy i estetycznie podany.  My też tak lubimy jadać, prawda? Jeżeli zupa jest biała, to drugie danie powinno być tym bardziej kolorowe.  Jeżeli zupa i drugie danie będą w tym samym „nijakim” kolorze to nikt nie będzie miał chęci na taki obiad. Dziwiłam się bardzo moim synom, którzy opowiadali, że obiady w przedszkolu są „bleee” a w domu jedni wszystko, aż im się uszy trzęsły, nawet szpinak który do tej pory wszyscy bardzo lubimy. Dziwiłam się do momentu, kiedy pewnego dnia przyszłam po nich wcześnie, w porze obiadowej i zobaczyłam,  co panie podają dzieciom na talerzu: łyżka tłuczonych ziemniaków, łyżka tartych buraków i łyżka mielonego mięsa bo pewnie paniom kucharkom nie chciało się zrobić dla dzieci kotletów. Ten obiad był rzeczywiście „bleee” choć może te zmielone produkty łatwiej dawało się wepchać dzieciom do buzi.
    Z własnego doświadczenia wiem doskonale, że w codziennym pędzie nie ma czasu na gotowanie domowych obiadów, ale można sobie przynajmniej raz na dwa tygodnie urządzić weekend domowego gotowania. To ratunek dla zapracowanych, zapędzonych ludzi, którzy mimo wszystko wolą prosty posiłek domowy niż najbardziej wymyślne „potrawy fabryczne” czy dania restauracyjne. Odpowiednio przechowywane w zamrażarce, najlepiej w porcjach na naszą rodzinę, można wyjąc rano przed wyjściem do pracy, a po przyjściu już tylko je podgrzać.
     W odpowiednich, szczelnie zamkniętych pojemnikach (ja często wykorzystuję pojemniki po lodach) czy woreczkach foliowych można w zamrażarce przechowywać dosłownie wszystko: owoce, blanszowane* warzywa, zupy, pierogi, naleśniki, potrawy mięsne, niektóre desery (paschę) i gatunki ciasta.
     Zamrażarka jest wybawieniem także dla gospodarstw jednoosobowych bo przecież nie robi się faszerowanej kapusty (gołąbków) z trzech liści tylko z całej główki, czy trzech papryk nadziewanych. Nie potrafię też ugotować porcji zupy na jedną osobę. Gotuję więcej i w niewielkich porcjach zamrażam. Zresztą podczas takiego „kuchennego  weekendu gotuję 2-3 zupy, porcjuję je, podpisuję pojemniki i za każdym razem mogę jeść inną zupę. To samo z pierogami, mięsami i warzywami.
     Jak prędko można ugotować zupę, drugie danie, zrobić przekąskę czy deser po powrocie z pracy? Wszystko zależy od doświadczenia i umiejętności, a także od dobrej organizacji pracy, ale zabiera 1 do 3 godzin a potem… już nam się ze zmęczenia nie chce jeść. Dlatego ja jestem zwolenniczką przeprowadzania akcji „gotowanie-zamrażanie” raz na 2-3 tygodnie.
     Pisząc bloga przyjęłam  pewną zasadę: podaję przepisy na potrawy, które najchętniej jada moja rodzina i które smakują rodzinie i znajomym. Jeżeli chodzi o zupy, to najbardziej lubimy wszyscy „kwaśne” zupy. Niewątpliwie na pierwszym miejscu znajduje się pomidorowa, którą wszyscy możemy jeść codziennie,  a na drugim ogórkowa. Czasem jemy ją rzeczywiście przez kilka dni: kiedy zostanie jej zbyt mało na następny dzień „dorabiam” jej tyle, żeby starczyło, potem po zjedzeniu zupy „ z dokładką” i tak przez kilka dni. To tak jak    w słyszanym przeze mnie kiedyś powiedzeniu: „ goście za progiem, dolewaj wody do garnka z zupą”.
     Oczywiście najsmaczniejsze są zupy na wywarze z mięsa i jarzyn lub jarzyn, ale jeśli nie dysponujemy takim wywarem możemy się ratować kostkami bulionowymi (zawsze mam je w domu pod ręką) lub naszą „solanką jarzynową” czyli solonymi na zimę jarzynami, na które przepis podam bliżej jesieni. Na naszym rynku jest wiele różnych kostek bulionowych kilku wiodących wytwórni, ale również tych mniej znanych i często nie ustępujących smakiem ani jakością renomowanym producentom. Ja przeważnie używam kostek „Winiar” albo „Knorra”.
     Niektórzy przyzwyczaili się już do bardzo dietetycznych potraw, na które istnieje tysiące przepisów, ale ja wiem, że zdrowe jedzenie nie zawsze jest smaczne a smaczne jedzenie nie zawsze jest zdrowe. Wybór należy do nas samych. Oczywiście śmietanę w zupach, sosach i sałatkach prawie zawsze da się zastąpić jogurtem dzięki czemu nie będziemy zbyt często obciążać swojej wątroby. Jeżeli chodzi o smażenie potraw to zdanie dietetyków często się zmienia. Niedawno radzono, żeby smażyć wyłącznie w głębokim oleju a nie na smalcu czy maśle. Ostatnio smalec i masło są znów wróciły do łask. Do wielu potraw na samym końcu dodaje się dla smaku odrobinę masła. Ja placki ziemniaczane smażę na oleju lub smalcu a placuszki z owocami na twardej margarynie „Kasi”. Pierogi podsmażam na maśle lub smalcu. Olej słonecznikowy używamy WYŁĄCZNIE na zimno do sałatek.

__________________________________________________________________
­*) „Blanszowane” czyli wrzucone do wrzątku, doprowadzone do wrzenia i natychmiast odcedzone, następnie wystudzone i zamrożone. Warzywa, które przed zamrożeniem nie są zblanszowane nigdy potem nie ugotują się do miękkości (zawsze będą łykowate).

      

wtorek, 8 lipca 2014

Kurki, ale nie te "grzebiące" tylko leśnie

     Właśnie mamy największy wysyp kurek. Chodzą o nich różne niezbyt śmieszne dowcipy (chyba tylko ci, którzy je opowiadają śmieją się z nich). Kurki czasem mylą się z pieprzówką. Jak je odróżnić? Obie są żółte, ale kurka jest bardziej  "przysadzista", z grubym korzonkiem a pieprzówka korzonek ma cieniutki. Podawałam przepis na jajecznicę z kurkami. Kurki można też robić w occie (pyszne!). Suszyć nie warto, bo piękny grzybowy zapach mają świeże, natomiast suszone nie. Ja najbardziej lubię zupę kurkową albo pierogi z kurkami. W sezonie robię zapas kurek do zupy na zimę.
     W okresie wysypy kurek staram się zgromadzić pewien zapas tych pysznych grzybów na zimę, kiedy będą niedostępne. Moja rodzina lubi bardzo jajecznicę z kurkami (przepis podałam wcześniej) i zupę kurkową. Używam ich też do farszu do pierogów. Wobec tego kupuję kurki, myję je dokładnie żeby je opłukać z piasku , osuszam ręcznikiem papierowym, siekam, porcjuję w plastikowe torebki po czym układam je w zamrażarce. 

Zupa kurkowa

Zupę kurkową robię na bazie rosołu albo łagodnej kostki bulionowej (rosół z kury, z kurczaka, rosół warzywny). Najpierw robię zwykłą kartoflankę, potem kurki podsmażam na maśle razem s drobno pokrajaną cebulą. Następnie podsmażone z cebulą kurki wrzucam do kartoflanki i jeszcze przez jakiś czas (około pół godziny) gotuję całość na tak zwanym "wolnym ogniu" czyli na najmniejszym gazie, tak, żeby się tylko lekko gotowała. Po ugotowaniu zupę kurkową zagęszczam kwaśną śmietaną lub odpowiednią ilością topionego sera (każdy, byle bez dodatków). Czasem  dodaję siekany koperek.  SMACZNEGO

CZAR DAWNYCH KSIĄŻEK KUCHARSKICH


Od dziecka bardzo lubiłam książki i te stare i te nowe, pachnące jeszcze farbą drukarską. Zawsze je obwąchiwałam zanim zaczęłam czytanie. Zostało mi to do dziś, takie śmieszne przyzwyczajenie z dzieciństwa. Kto wie... może kiedyś byłam zaczarowana w psa? Urodziłam się po powojennej drodze moich rodziców w Krakowie. Jeszcze zanim się urodziłam moja mama biegała po krakowskich antykwariatach i kupowała mi przedwojenne książki dla dzieci (jej własne spaliły się doszczętnie wraz z mieszkaniem podczas Powstania Warszawskiego).
Ja też biegam po antykwariatach i kupuję przedwojenne książki nie tylko dziecinne ale także kucharskie. Czytanie jest dla mnie nadal prawdziwą przyjemnością. Kiedy jestem zmęczona czy zmartwiona, chcę się wyłączyć i odpocząć czytam właśnie przedwojenne książki dla dzieci, powieści "dla panienek z dobrego domu" albo stare książki kucharskie.  Rozczulają mnie te wspaniałe przepisy zaczynające się od sakramentalnego zdania "wziąć kopę jaj" ... kopa czyli 60 sztuk. Czy jest ktoś kto jest sobie w stanie wyobrazić zrobienie w domowych warunkach w ciasnej kuchni na 11 piętrze "oszczędną" babeczkę z 60 jajek?  Albo znakomity przepis "Jak odświeżyć stare masło"... Takie przepisy ze starych książek kucharskich  naprawdę mają swój niespotykany urok.

Telewizja bombarduje mnie wiadomościami, przeważnie złymi lub bardzo złymi a ja wyłączam głos, sięgam po książkę i nic nie jest mnie w stanie zdenerwować! To mój sposób na życie i zachowanie wewnętrznego spokoju. Pewnego dnia powzięłam mocne postanowienie że nie będę się denerwować  i tego się trzymam. Zamiast brać udział w psychoanalizach czy spotkaniach idę do kuchni, sięgam po moje książki kucharskie i robię przysmaki dla moich domowych łasuchów i zawsze miłych gości. Nic tak nie poprawia nastroju jak coś dobrego do zjedzenia.

piątek, 4 lipca 2014

Radio dla Ciebie (RDC)

Miłe czytelniczki i Mili Czytelnicy!
     Odsyłam Was na stronę Pokolenie1600.blogspot.com  To program o emerytach w którym biorę udział. Proszę wejść, poczytać o mojej "przygodzie z radiem", także kulinarnej. W każdym poście na którym jest moje zdjęcie   należy na nie "kliknąć" i otworzy się całą wiadomość. Te pierogi z wiśniami o których mowa ostatnio to nie jest moje ostatnie słowo :)  W lepieniu pierogów pomagała  Martyna Szymczakowska z RDC. Poczęstuję pierogami   ludzi z Radia dla Ciebie. Mam sentyment do Radia bo moja rodzina była z nim związana jeszcze przed II Wojną światową i Dziadek, i Ciotka i Wuj, a potem Brat Cioteczny. Lubię "radiowców".

środa, 2 lipca 2014

Pierogi z wiśniami - wspólne gotowanie

   Wreszcie pokazują się wiśnie ! Dzisiaj z Panem Rafałem Betlejewskim z Radia dla Ciebie (RDC) będziemy robić u mnie pierogi z wiśniami (a innym razem będziemy znów rozmawiać w studiu). W mojej kuchni. Ciekawa jestem co z tego wyjdzie. Czy będzie pomagał czy mnie w to "wrobi". Zobaczymy. Żeby tylko się udało . Opiszę to później. Biegnę do muzeum. postać sobie. Na szczęście dziś tylko do 16-tej.Przepis na pierogi z owocami podałam w jednym z wcześniejszych postów. Ja najbardziej lubię pierogi z wiśniami. Spróbujcie.



Gdzie najchętniej spędzam czas

     Chyba nie trudno zgadnąć, gdzie najchętniej spędzam czas poza pracą i momentem, w którym akurat piszę tego bloga. Oczywiście! W kuchni. Muszę się przyznać bez bicia, że jestem "gadżeciarą" więc zawsze znajdowałam dziwnym trafem kubeczki w kropeczki, solniczki w dziwnych kształtach, różne talerze, talerzyki, miski, miseczki i "misunie". Im bardziej kolorowe tym lepiej. Kupowałam je na targach, w sklepach ze starociami albo w dawnych wiejskich sklepach GS (kto ma tyle lat co ja powinien pamiętać że były to sklepy Gminnych Spółdzielni "Samopomoc Chłopska"). A w tych sklepach mnóstwo, mnóstwo rzeczy poczynając od kamiennych garnków na małosolne ogórki po tygielki do parzenia kawy. Rzeczy, których na wsi nikt wtedy nie kupował, a na, "miastowym" przejeżdżającym przypadkiem lub spędzającym na wsi wakacje aż dech w piersiach zapierało z zachwytu. Niektórzy pewnie będą się śmiać tak jak Ci, co od lat przebywają na tak zwanym dawniej Zachodzie, ale ja, kiedy założyłam własną rodzinę, oklejałam słoiki po dżemach kolorowymi papierami i robiłam na nich dowcipne napisy żeby moja kuchnia była kolorowa, a nie szara i ponura. 
     Na szczęście teraz wszystko jest łatwo dostępne oprócz pieniędzy. Ale był taki czas, kiedy żył mój mąż, że właśnie się urządzaliśmy. Szukałam wtedy jakiegoś stolarza. Właściwie chciałam mu dać  do sklejenia pamiątkowe pudełko na rękawiczki, które dostałam od jednej z przyjaciółek mojej Mamy. Tymczasem..... trafiłam nie na stolarza, ale na ARTYSTĘ STOLARZA, który jest świetnie wychowany, uśmiechnięty, oczytany, jest niezwykle kulturalny i właściwie nie wiem jak to się stało, że jest stolarzem a nie artystą, malarzem, filologiem, historykiem. Ten Pan to ADAM LAMIROWSKI . Nie dosyć że wykonuje to sam projektuje szafy, biblioteki, wyposażenie kuchni, salonów, przerabia stare meble na nowe urokliwe meble połączenie staroci i nowoczesności, restauruje stare domostwa i pałacyki. Właściwie nawet zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. Adam wykonuje prace nie tylko w Polsce ale również w innych krajach (często jeździ do Francji). Pokażę jak zaprojektował moją kuchnię (szafki z wykorzystaniem szkła witrażowego), w której tak bardzo lubię gotować  różne przysmaki dla mojej rodziny i przyjaciół. Pomaga mi w tym czasem moja młodsza podkuchenna, kotka imieniem Tosia.


Na ścianie, nad blatami, które znajdują się wokoło, w kilku miejscach w kuchni wiszą przyprawy .


A to wisząca szafka. W drzwiczkach szkło witrażowe. Są różne kolory ale ja wybrałam akurat żółcie.


Tu widać moją młodszą podkuchenną, Tosię.Szuflady, na specjalnych prowadnicach przy lekkim dotknięciu same się zasuwają co jest bardzo wygodne jak mam obie ręce zajęte (na przykład trzymam w nich gorący garnek).



A tu szafki tuż obok kuchenki (widać zasunięty okap). Jak widać wnętrze szafek jest całkowicie zasłonięte i mogę w nich mieć porządek albo własny "bałaganik" (co w przypadku przezroczystej szyby byłoby niemożliwe), ale powierzchnia niektórych drzwiczek jest rozjaśniona szkłem witrażowym.


To szafka w której Adam zastosował szklane szufladki od przedwojennego kredensu. Sam kredens niestety tak został nadgryziony przez zęby czasu, że nie dało się go uratować. 

     No więc wkładam mój ulubiony fartuch z szarego lnu w czerwoniutkie biedronki i pędzę do kuchni.

Wszystkie pokazane meble w mojej kuchni po konsultacjach ze mną zaprojektował, wykonał i zamontował 

ADAM LAMIROWSKI telefon (komórkowy) 602765578 

Dzwońcie do niego (tylko nie w nocy bo musi odpocząć po ciężkiej pracy)

Przyjedzie do Was nawet na koniec świata (zależy od oferty cenowej) 



wtorek, 1 lipca 2014

Grzyby marynowane, suszone i jeszcze inne

     Po obwitych deszczach zaczyna się sezon grzybowy. Dlatego podaję kilka przepisów na konserwowanie grzybów i na potrawy z nich. Potrawy z grzybów to znakomita odmiana naszego jadłospisu noooo chyba, że ktoś jest na nie uczulony. Nie można jednak przesadzać z ilością jedzonych grzybów ponieważ są ciężkostrawne. Jeszcze jedna uwaga: jeżeli sami je zbieramy i nie jesteśmy pewni co do gatunku jakiegoś grzyba to lepiej go zostawić niż zatruć siebie i rodzinę. Ten sam gatunek grzybów na różnej wysokości geograficznej lub w zależności od podłoża potrafi mieć zupełnie inny kolor kapelusza i to może być mylące. 
     Poza podanymi poniżej przepisami robię pierogi z grzybami (przepisy na pierogi podam innym razem) i zamrażam pokrajane drobno, w niewielkich porcjach  kurki, które w zimie używam  na zupę kurkową lub do pierogów. Innych grzybów nigdy nie mroziłam.

Marynowanie grzybów

Składniki:
Dowolna ilość grzybów (łebki), najlepiej jednego gatunku
sól
Wykonanie:
Grzyby (raczej małe, jeśli większe to krajemy je na 2 części) gotujemy w dobrze osolonej (do smaku) wodzie z dodatkiem niewielkiej ilości octu aby w gotowaniu nie ściemniały. Są dwie szkoły gotowania grzybów do marynaty. Jedna szkoła to gotowanie grzybów przez 35-40 minut są wtedy "rozciapciane" ale można je przechowywać dosyć długo bez obawy że się popsują. Druga szkoła to gotowanie grzybów przez 5 minut od zagotowania. Są wtedy nieco  twardsze.

Ocet do grzybów cioci Steni

Składniki:
Dowolna ilość grzybów, najlepiej jednego gatunku
1/3 łyżeczki soli
1 szklanka octu 10%
1 i 1/2 szklanki wody
1 i 1/2 łyżeczki cukru
2 średniej wielkości cebule
10-15 ziaren ziela
10-15 ziaren czarnego pieprzu
5-6 pokruszonych liści laurowych

Wykonanie:
Ocet z wodą i wszystkimi składnikami gotować przez 15 minut. Następnie wrzucić do niego uprzednio obgotowane w osolonej wodzie grzyby. Od zagotowania grzybów z octem gotować je jeszcze przez 5 minut. Wlewać do słoików, szczelnie zamykać i ustawiać słoiki na gazecie lub ręczniku do góry dnem. Pozostawić słoiki do wystygnięcia (zamknięcia).
UWAGA:
1) Grzyby powinny być w słoikach pokryte octem. Jeżeli mamy więcej grzybów przygotowujemy odpowiednio więcej zalewy octowej.
2) Możemy marynować grzyby jednego gatunku lub różnych. Można mieszać prawdziwki z kozakami lub osakami (czerwonymi kozakami ). Kurki i maślaki najlepiej marynować osobno (szczególnie maślaki).

Jajecznica z kurkami

Składniki:
Kurki
masło
całe jajka
sól, pieprz (do smaku)
mleko

Wykonanie:
Drobno pokrajane kurki porządnie podsmażyć na prawdziwym maśle, dodać roztrzepane z odrobiną mleka jajka. Smażyć stale mieszając tak,  żeby białko było ścięte, ale żeby jajecznica była zbyt twarda. Na końcu posolić i popieprzyć. Podawać z sałatką  pomidorową. PYCHA!

Grzyby suszone
( i ich zastosowanie)

Wykonanie:
Grzybów przeznaczonych do suszenia nie należy myć a jedynie wytrzeć je suchą szmatką. Najlepiej suszyć grzyby w uchylonym piekarniku w temperaturze 75 0C lub  przeznaczonej do suszenia grzybów i owoców suszarce. Duże kapelusze krajemy na grubość 1 cm a korzenie na cienkie paski. Małe kapelusze suszymy w całości. Można przed suszeniem posortować grzyby na bardziej szlachetne (prawdziwki, kozaki i osaki czyli czerwone kozaki) i mniej szlachetne (podgrzybki, sitaki i inne), ale nie jest to konieczne, ponieważ szlachetniejsze grzyby po suszeniu są bielsze. Kurki, maślaki, rydze i gąski  raczej nie nadają się do suszenia.
Jeżeli grzyby obrodzą, to część suszu  można zemleć w starej maszynce do mielenia kawy. Mielone grzyby są znakomite do wszelkiego rodzaju sosów. 

Kapelusze grzybów suszone w całości


Kapelusze grzybów suszone w całości mogą być jednym z dań wigilijnych. Grzyby należy obgotować aż będą miękkie. Następnie panierujemy je w mące albo w jajku i mące i smażymy na głębokim oleju. Grzyby solimy dopiero po usmażeniu. Podajemy na gorąco, kładąc na nie "wiórki masła". PYCHA!

Solenie grzybów
(gąski,rydze)

Składniki:
Dowolna ilość grzybów
 sól kuchenna.

Wykonanie:
Gąski namoczyć w ciepłej wodzie aby odlepił się z nich piasek (te grzyby są zawsze bardzo zapiaszczone ponieważ rosną w piasku, całe i są nim całe pokryte). Płukać je dobrze kilka razy chociaż i tak, mimo naszego wysiłku,  trochę piasku w nich zostanie. Odsączyć je na sicie a następnie układać w słojach albo kamiennym garnku (najlepiej) przesypując grzyby grubymi warstwami soli. Po pewnym czasie sól rozpuści się, grzyby będą leżały w solance. W skutek działania soli stracą kolor i staną się brunatno brązowe. Znakomite na zimową sałatkę.

Sałatka z solonych gąsek lub rydzów

Składniki:
Miseczka solonych gąsek
2-3 średnie cebule
kwaśna śmietana

Wykonanie:
Poprzedniego wieczory gąski namoczyć w letniej przegotowanej wodzie, aby wypłukać z nich nadmiar soli. Pokrajać grzyby w cienkie paseczki i posiekać drobno cebulę. Wymieszać grzyby z posiekana cebulą i zalać kwaśną śmietaną. Sałatka z solonych gąsek jest znakomita jako zakąska pod wódkę. 

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Pozostajemy przy konfiturach

Konfitury z moreli

Składniki:
1 kg moreli bez pestek
1 kg cukru

Wykonanie:
Owoce przepołowić, wyjąć pestki*  i zasypać na 24 godziny cukrem. Smażyć owoce przez 15 minut od chwili rozpuszczenia się cukru, odcedzić i powkładać do słoików, dodając do każdego słoika po 2 rozłupane i obrane ze skórki pestki , Po  rozłupaniu łupiny parzy się je wrzątkiem tak samo jak migdały i obiera ze skórki. Syrop dobrze zagęścić, dopełnić wrzącym syropem słoiki i zamykać je na gorąco **).

*) W domu od dawna używamy "morelowych migdałów" do ciast zamiast prawdziwych gorzkich migdałów.
**) Słoiki można też zamykać na zimno. Patrz przepis na dżem z czarnych porzeczek (smorodiny).

Konfitury malinowe

Składniki:
1 kg owoców
1 kg cukru

Wykonanie:
Cukier lekko zwilżyć i rozpuścić na małym ogniu aby powstał syrop. Do letniego syropu wrzucić maliny, zagotować na małym ogniu. Nie mieszać konfitur żeby owoce się nie pogniotły a jedynie lekko "potrząsać' garnkiem. Owoce natychmiast po zagotowaniu wyjąć delikatnie na sito. Syrop porządnie zagęścić na małym ogniu. Wrzucić do syropu owoce i smażyć jeszcze 5 minut na małym ogniu. Dobrze odszumować. Kłaść na gorąco do dobrze umytych i wysuszonych słoików *). Konfitury malinowe są znakomite do herbaty w długie zimowe wieczory, kiedy wrócimy do domu przemarznięci. Znakomicie rozgrzewają więc mogą nas uchronić przed grypą lub przeziębieniem.


*) Słoiki można też zamykać na zimno. Patrz przepis na dżem z czarnych porzeczek (smorodiny).

Konfitury wiśniowe cioci Steni

Składniki:
1 kg wiśni
1 kg cukru
sok z cytryny lub ocet

Wykonanie:
Przygotować syrop. Wydrylowane wiśnie wrzucić do wystudzonego syropu. Gdy syrop z wiśniami zacznie wrzeć smażyć je na wolnym ogniu przez 10-12 minut. Odszumować. Następnie odcedzić wiśnie, zagęścić   syrop, wrzucić do niego wiśnie i smażyć je przez 2 minuty. Zdjąć wiśnie z ognia na 2 minuty, potem postawić z powrotem na ogniu i smażyć przez kolejne 2 minuty. Pod koniec smażenia wlać trochę soku z cytryny, ale najlepiej łyżeczkę octu żeby konfitura się nie cukrowała. Wlewać na gorąco do słoików, zakręcać je, stawiać do góry dnem i pozostawić tak do następnego dnia *).
*) Słoiki można też zamykać na zimno. Patrz przepis na dżem z czarnych porzeczek (smorodiny). 

Galaretka z czerwonych porzeczek   na gorąco

Składniki:
dowolna ilość owoców
cukier

Wykonanie:
Obrane z szypułek i oczyszczone owoce dobrze opłukać, odsączyć z wody i zmiażdżyć. Podgrzewać masę przez 5-7 minut (od zagotowania). Następnie przetrzeć przez sito i przecedzić przez pończochę (jeśli chcemy żeby galaretka była klarowna czyli przeźroczysta). Zmierzyć otrzymany płyn (przecier), dodać tyle samo cukru, doprowadzić prawie do wrzenia mieszając, żeby się cukier rozpuścił. Wlewać do czystych słoików wypłukanych spirytusem salicylowym.

UWAGI:
     Według tego samego przepisu można również robić galaretkę z białych i czarnych porzeczek lub z porzeczek mieszanych . Wszystkie warianty dozwolone. Najwięcej pektyny (składnika powodującego zgalaretowacenie) mają białe porzeczki.
     Galaretkę z czerwonych porzeczek dodaję do chrzanu w proporcji 1/3 galaretki i 2/3 chrzanu. Można dodać więcej galaretki. P Y C H A  S Ł O W O   D A J Ę !!!

niedziela, 22 czerwca 2014

Konfitury, konfitury, dżemy

     Nie ma nic pyszniejszego na długie jesienne wieczory, kiedy już domownicy udadzą się do swoich zajęć, a my mamy wreszcie czas, żeby się zastanowić jak się właściwie nazywany,  niż herbata z  domowymi konfiturami i kieliszek domowej nalewki. Mamy początek lata i wysyp owoców. Jak zwykle w ciągu ostatnich lat wszystkie owoce pojawiają się niemal jednocześnie. Podaję więc kilka wypróbowanych przepisów na konfitury takie, jakie ja sama robię co roku. Przynajmniej po kilka słoików. powideł robię dużo, dużo więcej, ale przepis na powidła podam bliżej jesieni, kiedy nadejdzie pora śliwek. Jak się oswoicie z tymi przepisami podam jeszcze inne (morele, wiśnie, czerwone porzeczki, maliny)

Konfitura z malin w galaretce z czerwonych porzeczek 
Składniki:
1 kg malin
1 kg czerwonych porzeczek
tyle cukru ile będzie soku z zagotowanych porzeczek

Wykonanie:
Zagotować czerwone porzeczki, przetrzeć je przez sito, następnie przecedzić przez gazę lub pończochę. Zmierzyć szklanką otrzymany płyn i dodać do niego tyle samo cukru. Rozpuścić cukier podgrzewając sok porzeczkowy z cukrem. Mieszać, żeby nie wykipiał.  Wrzucić na gorący syrop porzeczkowy maliny, smażyć je przez 10 minut. Wyjąc owoce na sito, syrop zagęścić, wrzucić znów maliny, smażyć jeszcze przez 5 minut i wkładać na gorąco do słoików.

*) Słoiki można też zamykać na zimno. Patrz przepis na dżem z czarnych porzeczek (smorodiny). 

Mirabelki (ałycza)

Składniki:
Dowolna ilość owoców
30 dag cukru na 1 kg owoców
drobno pokrojona laska prawdziwej wanilii (niekoniecznie)

Wykonanie:
Starannie opłukane mirabeli wrzucić do garnka, wlać odrobinę wody i rozgotować je aby odeszły od nich pestki. Mirabelki należy mieszać aby się nie przypaliły. Z rozgotowanych owoców wybrać starannie pestki, wsypać do nich cukier i smażyć je na małym ogniu często mieszając. Do mirabelek można dla smaku wrzucić laskę prawdziwej drobno pokrajanej wanilii ale nie jest to konieczne. Kiedy zgęstnieją wkładać na gorąco *) do słoików.
*) Słoiki można też zamykać na zimno. Patrz przepis na dżem z czarnych porzeczek (smorodiny).

UWAGA:
Mirabelki (ałycza) to dzikie morele. Można je kupić na bazarze , własnoręcznie nazbierać w parku albo pod żywopłotem. Kiedyś żywopłoty z mirabelek  były bardzo popularne (krzaki ałyczy mają długie, kłujące kolce co uniemożliwia przedarcie się przez nie niepożądanym intruzom). Konfitury z mirabelek mają specyficzny kwaskowaty smak i niespotykany zapach. Nadają się znakomicie do przekładania tortów i smarowania naleśników. Jeżeli użyjemy je do przełożenia tortu nie będzie on dzięki temu zbyt słodki.

Dżem z agrestu

Składniki:
5 kg agrestu
3 kg cukru
1,25 l wody
1 cytryna

Wykonanie:
Owoce powinny być niezbyt dojrzałe, trzeba poobcinać nożyczkami ogonki i resztki kwiatów. Zagotować cukier z wodą, dodać sok z cytryny i wrzucić owoce. Smażyć na wolnym ogniu 1 godzinę. Napełnić słoiki i zamykać na gorąco *).
*) Słoiki można też zamykać na zimno. Patrz przepis na dżem z czarnych porzeczek (smorodiny).

UWAGA: Oczywiście możemy zrobić dżem z mniejszej ilości owoców dobierając odpowiednie proporcje wody i cukru. 

Dżem z czarnych porzeczek (smorodina)

Składniki:
2 kg owoców
60-80 dag cukru na każdy kilogram owoców

Wykonanie:
Umyte i obsuszone z wody owoce częściowo miażdżymy (około połowy), zasypujemy cukrem i odstawiamy na kilka godzin przykryte gaż a lub ściereczką (muszki "owocówki" pojawiają się bowiem natychmiast kiedy tylko zwęszą owoce). Następnie zmiażdżone owoce z cukrem po dodaniu całych owoców gotujemy około godziny  na niezbyt dużym ogniu często mieszając, żeby się nie przypaliły. Dżem podsmaża się jeszcze przez dwa kolejne dni, napełnia się nim słoiki na gorąco *)  i zakręca je.

*) Słoiki z dżemem, powidłami czy konfiturami można też zamykać na zimno. Na powierzchnię wystudzonego dżemu (powideł czy konfitur) nalewamy pół łyżeczki spirytusu salicylowego, podpalamy go i zakręcamy prędko słoik. Palący się spirytus spala tlen , dzięki temu nie rozwijają się bakterie pleśniowe i taki dżem może stać nienaruszony nawet kilka lat, chociaż lepiej jeść go gdy jest świeży.