Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trochę porad na początek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trochę porad na początek. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 czerwca 2014

KOLOROWY STÓŁ

     Muszę się przyznać, że lubię "kuchenne"gadżety.  Mój dom pełen jest szklanek, szklaneczek, kieliszków różnego rodzaju, kubków, wszelkiego rodzaju talerzyków,  talerzy, salaterek i półmisków. Wszystkie te rzeczy zwożę z podróży, przeważnie po Polsce. W różnych miastach i miasteczkach a także w wiejskich sklepikach stoją sobie spokojnie rzeczy, które mnie zachwycają a tam zupełnie się nie sprzedają.  Mam dwie wielkie szuflady obrusów i obrusików oraz sporą szufladę serwetek papierowych. Te ostatnie kupuję w różnych sklepach kiedy tylko zobaczę jakieś ciekawe wzory. Potem przydają się jak znalazł. Zbieram też solniczki różnego rodzaju. Wyciągam je z szafki zależnie od aranżacji stołu. Zawsze staram się wymyślić coś zupełnie nowego. Przede wszystkim lubię kiedy moje przyjęcia są bardzo kolorowe.Im bardziej kolorowo tym ładniej i weselej. Moja dziś 93 letnia Mama lubi nakrywać stoły na przyjęcie gości trochę spokojniej niż ja. Mamy po prostu różny temperament.



Skromny stół wielkanocny
U mojej Mamy


Kolacja z przyjaciółmi





















niedziela, 8 czerwca 2014

PEWNE PRAKTYCZNE WSKAZÓWKI, O KTÓRYCH WARTO PAMIĘTAĆ, ABY ODNOSIĆ SUKCESY W KUCHNI.

     Są gospodynie które wiele rzeczy potraw, w tym także ciasta, robią "na oko". Trzeba do tego mieć albo wielkie doświadczenie, rutynę, albo dużą odwagę i fantazję. Wyniki tych poczynań bywają bowiem różne. Osobom, które rzadziej zabierają się do gotowania, szczególnie zaś do pieczenia ciast, zalecałabym umiarkowane oddawanie wodzów fantazji i raczej dokładne stosowanie się do już wypróbowanych przepisów. Jeżeli chcemy żeby zrobiona przez nas potrawa, szczególnie ciasto, była smaczna, musimy do jej wykonania użyć świeżych produktów pierwszego gatunku. Z gorszych składników nie można zrobić czegoś naprawdę dobrego. Zalecałabym przede wszystkim przy robieniu ciast, szczególnie drożdżowego, jednakową, najlepiej pokojową temperaturę wszystkich składników, szczególnie jajek. Z bardzo zimnego białka piana się wprawdzie szybko ubije, ale potem w cieple, szybko opadnie i nie spełni swojego zadania. Ciast i deserów z dodatkiem jajek nie należy nigdy studzić w otwartym oknie lub przeciągu, gdyż nabierają przykrego zapachu (jak to się mówi "mokrego psa"). Czuje się to szczególnie przy popijaniu takiego ciasta gorącą herbatą. Nie należy przesadzać z ilością wszelkiego rodzaju zapachów do ciast bo nie ma nic gorszego niż "przeperfumowane" ciasto.
     Świeżo upieczone, gorące jeszcze ciasto, wchłania szybko wszelkie zapachy z otoczenia (pachnące mydło, perfumy, świeżo zapastowana podłoga). Nie też w jego pobliżu krajać cebuli, czosnku ani malować używać żadnych substancji chemicznych o ostrym zapachu. Zapach pleśni czy stęchlizny albo zapachy chemiczne są z ciasta niemożliwe do usunięcia. Może to są sprawy oczywiste, ale ostrożności nigdy dosyć.
Blachy i wszelkiego rodzaju metalowe foremki do ciasteczek powinny być natychmiast po użyciu wymyte z tłuszczu i dokładnie wysuszone, tak, aby nie zardzewiały.
     Kruche ciasteczka najlepiej jest przechowywać w szczelnie zamkniętych blaszanych puszkach lub szklanych słojach, aby nie zawilgły. Ciasta - najlepiej zawijać w pergamin lub folię aluminiową. Pierniczki tuż po upieczeniu powinny być przechowywane w płóciennym woreczku, aby zwilgły, później można je schować do metalowej puszki.
Kuchnia to miłe miejsce w domu, ale też swego rodzaju laboratorium i o tym zawsze należy pamiętać.

POTRZEBA DOKŁADNOŚCI W PRZEPISACH


Moja Babcia była bardzo uczynna i życzliwa ludziom, toteż chętnie dzieliła się, szczególnie gdy ją poproszono, ze znajomymi paniami  posiadanymi wiadomościami gospodarskimi i przepisami kulinarnymi. Pewna znajoma dostała właśnie przepis na ciastka "ptysie". Po jakimś czasie moja Babcia zauważyła, że pani ta wyraźnie ochłodziła,  miłe dotąd, kontakty towarzyskie. Będąc osobą bezpośrednią, zapytała wprost o powód i usłyszała w odpowiedzi, że "pani to się wszystko udaje, a znajomym to pani podaje jakieś inne przepisy". Okazało się, że znajoma "skorygowała" przepis na własną rękę uważając go za absurdalny i zamiast, jak w przepisie 1 łyżeczki od kawy cukru, dodała do ciasta dużą łyżkę stołową cukru. Delikatne ciasto natychmiast opadło, wypiek był nieudany  i to był powód obrazy.
Początkująca gospodyni, a nawet ktoś, kto już doskonale czuje się w kuchni, wykonując coś po raz pierwszy powinien dokładnie trzymać się przepisu, jeżeli chodzi o składniki i ich wagę a także sposób wykonania. Często bowiem przysłowiowa "szczypta" czegoś więcej potrafi zniweczyć cały nasz wysiłek i potrawa po prostu się nie uda. Na modyfikację przepisu może sobie pozwolić ktoś, kto już wiele razy wykonywał określoną potrawę. Niezwykle ważne : kiedy zapraszamy "specjalnych" gości lub organizujemy bardzo ważne przyjęcie nie należy w menu umieszczać potraw,  których jeszcze nie próbowaliśmy robić. Możemy bowiem  stać się ofiarą złośliwości losu i potrawa może się nie udać i okazać się niejadalna. Należy więc bazować na przepisach od dawna wypróbowanych, takich potrawach, które wychodzą nam, jak to się mówi,  "bez pudła".



"KINDERBAL" CZYLI PRZYJĘCIE DLA DZIECI


Przyjęcia dla dzieci należały do stałego punktu programu wychowawczego w takich domach jak mój. Jestem jedynaczką, nigdy też, choć bardzo tego chciałam, nie chodziłam do przedszkola bo razem z nami mieszkali moi dziadkowie i kiedy mama wychodziła do pracy zostawałam pod ich serdeczną opieką. Przyjęcia dziecinne, przed wojną nazywane z niemiecka "kinderbalami" odbywały się u nas  okazji moich urodzin, a także u dalszych kuzynów lub znajomych, którzy również mieli dzieci.
Kiedy moi synowie chodzili do przedszkola czy pierwszych klas szkoły podstawowej na takie zabawy, mimo ciasnoty w mieszkaniu, potrafiła przyjść cała klasa (około dwudziestki dzieci) razem z rodzicami. Mieszkanie rozciągało się wtedy, jakby było z gumy i wszyscy świetnie się bawili.
Przygotowanie przyjęcia dla dzieci wymaga o wiele więcej pracy niż urządzenie przyjęcia dla dorosłych. Dzieci nie zajmą się rozmowami przy stole. Siedzenie bez ruchu jest dla nich nudne i męczące. Trzeba więc wymyślić dla nich jakieś gry i  konkursy, które, co jest oczywiste, będą nagrodzone. Nagrody nie muszą być drogie ani okazałe, wystarczy cukierek czy długopis, ale dziecko zdobywając nagrodę poczuje się docenione.
Ponieważ dzieci raczej nie przepadają za kremami, poza tym nigdy "nie mają czasu" żeby siedzieć przy stole i jeść sztućcami, proponuję żeby na przyjęciu dla dzieci nie podawać słodkich ciast z kremami a zamiast tego raczej różne suche ciasta i ciasteczka, takie, żeby dzieci nie mogły się nimi "wysmarować" same a przy okazji pobrudzić mebli i innych uczestników przyjęcia , owoce  w niewielkich porcjach (takie na jeden  czy dwa razy do buzi) i "suche" słodycze które można brać palcami. Oczywiście nie należy podawać podczas letnich upałów czekolady, która rozpuszcza się w palcach. 
Po wesołej zabawie kolegów i koleżanek moich synów zbierałam po kątach całego mieszkania ogryzki od jabłek wymyśliłam więc inny sposób podawania jabłek tak, aby były zjadane do końca a ogryzki od nich nie poniewierały się po podłodze. Starannie umyte jabłka, podobnej wielkości, przekrawałam na połówki, wycinałam gniazda nasienne, następnie układałam je na półmiskach. Do środka każdego jabłka wkładałam odrobinę domowych konfitur  lub dżemu a na wierzch kładłam po pół włoskiego orzecha. W ten sposób  jabłka stawały się atrakcyjniejsze, a poza tym mniejsze porcje były łatwiejsze do zjedzenia od razu.
Na przyjęciach dla dzieci znacznie zdrowiej jest podawać wodę z sokiem wyciśniętym z cytryn i osłodzoną miodem , zwykłą, nie gazowaną wodę z plasterkami cytryny lub  niezbyt słodki domowy kompot niż gazowane płyny czy, tym bardziej coca-colę. Coca-cola to jest być może to ale zdecydowanie nie dla dzieci! Nooo chyba ze rodzice "idą na łatwiznę" czyli idą po linii najmniejszego oporu i owczym pędem, "tak jak wszyscy" organizują urodziny swojego dziecka w najbliższym Mac Donalds'ie . Wtedy nikt nie ma wpływu co dzieci dostaną do jedzenia i picia. Tylko nie dziwmy się potem że dzieci nagle stają nie nadmiernie otyłe albo cierpią na choroby układu pokarmowego. Proponuje zdecydowanie przyjęcie dla dzieci w którego organizację zaangażuje się cała rodzina. To bardzo dobrze wpływa na integrację rodziny. Poza tym takie przyjęcia pamięta się przez całe życie!
     W lecie, kiedy jest naprawdę ładna pogoda przyjęcia dla dzieci można urządzać w ogrodzie, zacisznym zakątku  pobliskiego miejskiego parku, na działce, czy na plaży. Oczywiście pod warunkiem, że wszyscy zaproszeni goście bez większych przeszkód mogą tam dojechać lub że sami zapewnimy im dotarcie na miejsce.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Początki w kuchni bywają trudne

Tytuł mojego bloga jest tytułem książki, a właściwie, patrząc na jej rozmiary, "książeczki" wspominkowo kucharskiej, którą napisałam kilka lat temu korzystając z zapisanych w zeszytach rodzinnych przepisów. Zadedykowałam ją  mojej Mamie, Babci, ciotkom i kuzynkom oraz wszystkim mężczyznom, do których serca usiłowałam dotrzeć....

WSTĘP
(radzę przeczytać!!!)
Moja mama, wszystkie moje babki, ciotki, kuzynki i powinowate były wszechstronnie uzdolnione, ciekawe życia i podejmowały się  najróżniejszych, byle uczciwych prac, żeby rodzina mogła przetrwać różne trudne okresy, często zupełnie przez nią nie zawinione. Aby zdobyć środki na utrzymanie rodziny wypiekały, szyły, robiły na drutach, szydełkowały, haftowały, układały suche bukiety, malowały obrazki. Słynęły również z tego, że każdy, nawet najbardziej niespodziewany gość,  wychodził od nich najedzony , pocieszony i uspokojony, wiadomo:  jedzenie, szczególnie dobre, nadzwyczajnie łagodzi obyczaje. Wszystko było zawsze okraszone życzliwością, ciepłym uśmiechem, pogodą ducha i optymizmem, choćby było nie wiadomo jak ciężko i smutno. Tak więc "z mlekiem matki" otrzymałam wiele codziennych i niecodziennych umiejętności. Poza tym  wszystkie były przeważnie uśmiechnięte, mimo wszystko, bo z uśmiechem żyje się przyjemniej. Ja sama jestem przez całe życie "niepoprawną optymistką" a swój optymizm zawdzięczam nie tylko tradycji rodzinnej i swojemu charakterowi ale również jednej z moich ulubionych książek dziecinnych o Pollyannie. Jej "gry w zadowolenie" nie tylko nauczyłam się sama ale uczę w nią grać moich bliskich.
Chciałabym tę książkę poświęcić całej mojej wspaniałej rodzinie, wszystkim tym dzielnym, ciepłym i kochającym kobietom, z których już większość... Pozostały wspomnienia, krążące po rodzinie historie i historyjki, stare albumy ze zdjęciami i zapisywane w zeszytach albo na strzępkach kartek przepisy. Postaram się odkurzyć stare albumy ze zdjęciami, przejrzeć wszystkie rodzinne przepisy i przypomnieć sobie wszystkie zasłyszane rodzinne opowiadania, czasem poważne, czasem wesołe, ale pełne ciepła. Często naprawdę żałuję że nie można ani zatrzymać ani cofnąć czasu.
To wielka sztuka zrobić coś z niczego ale im się to zawsze udawało, tak więc resztka konfitur, odrobina śmietany i kruszyny ciastek tkwiące w puszce  stawały się w mgnieniu oka pysznym deserem. Jak uczyła mnie moja babcia w domu zawsze trzeba mieć mąkę, sól, jajka i tłuszcz wtedy w każdej chwili można zrobić coś do jedzenia. To święta prawda. Sama, pamiętając usłyszane w dzieciństwie nauki,  mam w lodówce zawsze jeszcze drożdże a poza tym mnóstwo przypraw i korzeni bo każda potrawa powinna mieć indywidualny i niepowtarzalny smak.
"Przez żołądek do serca mężczyzny" słyszałam często to powiedzenie rzucane w rozmowach, ale zrozumiałam je dopiero wtedy, kiedy dorosłam i założyłam własną rodzinę. Chowałam się bezpiecznie pod skrzydłami mojej ukochanej Babci Luci , mama niestety musiała pracować. Byłam małą, wścibską wiercipiętą która nie mogła ani na chwilę usiedzieć na miejscu więc babcia biedaczka musiała mnie czymś zajmować kiedy nie mogła opuścić kuchni szykując obiad. Spuszczenie mnie z oczu choćby na sekundę mogło się skończyć tragicznie bo moja pomysłowość była nieograniczona. Tak więc od małego byłam " młodszą podkuchenną ". To ja chodziłam z babcią na targ  i próbowałam masło zeskrobywane z osełek żeby sprawdzić czy jest świeże (do tej pory poznaję, już po zapachu, czy masło nadaje się do jedzenia czy też nie). Od wczesnego dzieciństwa pomagałam babci "robić dziurki" w pyzach i kluskach śląskich, później robili to moi synowie kiedy podczas gotowania obiadu trzeba było mieć ich na oku. Może dlatego naprawdę uwielbiam gotować. Gotowanie jest ogromną przyjemnością, szczególnie wtedy, kiedy w pobliżu jest jakiś mężczyzna, którego można nakarmić. Proszę  mnie nie potępiać, ale naprawdę nikt tak nie docenia "dobrej kuchni" jak każdy normalny, przyzwoity facet z krwi i kości.
Nie jestem modelowym typem gospodyni domowej bo wiadomo: czasy są inne i kobiety nie mogą sobie pozwolić na wieczne siedzenie w domu i całkowitą rezygnację z życia zawodowego. Nawet gdybyśmy chciały, to jest to niewykonalne. Ciągle gdzieś pędzimy, mamy tysiące spraw do załatwienia, dzieci, psy, koty, zakupy. Wszystko w biegu i dlatego na co dzień robimy raczej potrawy, które dadzą się przygotować na prędce, co nie znaczy, że muszą być niesmaczne. Od czasów moich babek wszystko się na świecie zmieniło, możemy dostać wszelkie wymarzone półprodukty, przyprawy, mrożonki, przyprawy, a nawet te, o których nam się dotąd nie śniło. Każdy najbliższy sklep wygląda dziś tak, jak kiedyś wyglądał bazar przy ulicy Polnej w Warszawie, gdzie zaopatrywały się ambasady więc było tam wszystko, a zbłąkany przechodzień który tam zboczył z drogi czuł się  tak, jak we śnie.
Wszystkie podane tu przepisy zaczerpnęłam ze starych rodzinnych zeszytów z przepisami, zapisywanymi często jeszcze ręką mojej babci i cioci i mamy. Być może są w tych przepisach naleciałości kuchni innych narodów, ale przecież Polska była przez wieki państwem wielonarodowościowym więc tak jak przenikały się nawzajem kultura, religia i obyczaje, tak samo do przepisów wkradły się pewne "obce" smaki. Zresztą każdy przepis jest inny "w rękach" różnych gospodyń.  Przepisy można dostosowywać do naszych indywidualnych upodobań ale przestrzegam przed dowolnością przy  wykonywaniu kruchego ciasta: dodanie większej niż w przepisie ilości cukru powoduje, że ciasto już nie jest kruche a tak twarde, że potrzebny jest młotek i przecinak żeby je rozdrobnić na kawałki.
Wbrew pozorom w kuchni konieczny jest zdrowy rozsądek, nie można przestać myśleć i wyłączyć się, bo to może grozić poważnymi konsekwencjami. Od podbitego oka ( bo "zupa była za słona"), przez zatrucia pokarmowe (używanie przeterminowanych lub nadgniłych produktów bo tańsze)  przez spalenie garnków, poważne oparzenia aż do totalnego wstydu kiedy zaproszeni przez nas goście odejdą z kwitkiem od pustego stołu, a przecież zaprosiliśmy ich na "specjalność domu".
Starałąm się w tej książce, choć w zamyśle nie jest ona typową książką kucharską,   podać w prosty i przejrzysty sposób wiele przepisów, już wypróbowanych, od pokoleń krążących po rodzinie. Podaję przepisy na różne pyszne rzeczy które smakują mojej rodzinie, znajomym i przyjaciołom a nie na typowe dania obiadowe, które nie są żadną filozofią i lepiej czy gorzej każdy potrafi je wykonać. Mam nadzieję, że przepisy przeplatane różnymi historyjkami będą dla czytelniczek i czytelników nie tylko użyteczne, ale również ciekawe. Historie te, czasem bardzo pouczające, od lat krążą po rodzinie i często bywają ilustracją rozmów z kolejnymi pokoleniami dzieci. Odważyłam się zacząć pisać tę książkę tylko dlatego, że żyje jeszcze moja wtedy 84-letnia a dziś już 92-letnia Mama, prawdziwa skarbnica  wspomnień rodzinnych, która ofiarowała mi swoją pomoc. Chcę dla swoich synów, wnuków i prawnuków ocalić od zapomnienia to co się uda, żeby wiedzieli jaka była ich rodzina i pamiętali smaki swojego dzieciństwa tak, jak ja je pamiętam. Życzę wszystkim przyjemnej lektury mojego bloga  i powodzenia w kuchni. Jednocześnie dziękuję mojej Rodzinie, a przede wszystkim mojej Mamie, za całe dziedzictwo kulturowe jakie wyniosłam z domu, za szczęśliwe dzieciństwo, a przede wszystkim, za pomoc w napisaniu tej skromnej książki.